Co przyniosła jesień 2026 w rzepaku?

Początek sezonu w rzepaku ozimym przebiegał bez większych problemów. Na niektórych terenach mogło jednak dochodzić do nieregularnych wschodów, a kilka tygodni później do przyspieszonego wzrostu rzepaków po ociepleniu. Po niemal dwóch miesiącach wegetacji rośliny przeważnie są w dość dobrej kondycji. Rolnicy wykonywali niedawno kluczowy o tej porze roku zabieg fungicydowo-regulujący. Prawidłowy dobór substancji, zwłaszcza wpływających na pokrój roślin, warunkuje kondycję i przezimowanie rzepaku. Ubiegły sezon pokazał, jak istotna jest regulacja, która pozwala uniknąć wymarznięć i pozimowych strat w obsadzie.

Nowy sezon rzepaczany rozpoczął się podobnymi warunkami pogodowymi jak poprzedni. Siewy przypadały na okres, gdy występowały jeszcze niedobory wody, co nie było korzystne na etapie kiełkowania i wschodów roślin. W pierwszych tygodniach wegetacji utrzymywały się dość wysokie temperatury, niestety sprzyjające występowaniu pchełki rzepakowej. To szkodnik, który wygryza dziury w tkankach roślin i jest w stanie całkowicie zniszczyć ich nadziemne części, co w początkowych fazach wegetacji rzepaku oznacza praktycznie koniec uprawy. Dlatego po stwierdzeniu obecności pchełki niezbędne było szybkie wykonanie zabiegów insektycydowych. Jeżeli chodzi o inne szkodniki, nie obserwowano natomiast większej aktywności śmietki, uszkadzającej korzenie rzepaku.

O tym, jak groźna jest pchełka, rolnicy przekonali się w poprzednim sezonie. Na skutek powstałych po jesiennych nalotach uszkodzeń dochodziło później do likwidacji plantacji, gdy wiosną ruszyła wegetacja i można było ocenić skalę strat. Jednak nawet na polach, gdzie problem wydawał się znacznie mniejszy, przed zbiorami można było trafić na pozornie dorodne rośliny, w których wnętrzu było widać liczne ślady niszczycielskiego żerowania tych szkodników.

– Trzeba pamiętać, że uszkodzenia, które spowodowała pchełka rzepakowa, otwierają drogę do zainfekowania roślin przez sprawców chorób grzybowych. To oznacza, że zwłaszcza na plantacjach, na których doszło do znacznych uszkodzeń młodych roślin, należało zadbać o rzetelną, skuteczną ochronę fungicydową – przypomina Michał Filipowski, Menedżer ds. upraw rolniczych z firmy INNVIGO. Te zabiegi, połączone z regulacją, wykonywano na polach na przełomie września i października, gdy rzepaki osiągnęły fazę 4. liścia (BBCH 12-14).

Nie było ewidentnych objawów chorób

Podczas lustracji plantacji rzepaku pod koniec września raczej nie było widać symptomów porażenia roślin przez patogeny wywołujące choroby grzybowe, co było efektem dość niskich temperatur w drugiej połowie września. Oczywiście nie oznaczało to, że nie dochodziło do infekcji. Po dość chłodnym początku jesieni na przełomie września i października zapanowały wyższe temperatury, sięgające nawet ponad 20 stopni C w ciągu dnia. Opady deszczu, które rozpoczęły się w drugim tygodniu października, sprawiają, że będzie dochodziło do rozwoju chorób grzybowych.

Jeżeli chodzi o ochronę fungicydową, w ostatnich latach rolnicy skupiają się przede wszystkim na suchej zgniliźnie kapustnych oraz na werticiliozie. To największe zagrożenia, mające wpływ na kondycję rzepaku i późniejsze plonowanie. Dlatego rozwiązania powinny być dobierane tak, żeby pozwalały na skuteczne kontrolowanie sprawców tych chorób już na wczesnym etapie wegetacji rzepaku.

Nowe rozwiązanie do ograniczania werticiliozy jesienią

W jesiennych zabiegach kluczową rolę odgrywają triazole (difenokonazol, tebukonazol, metkonazol). W zależności od właściwości danej substancji mają one działanie stricte fungicydowe lub również regulujące. Można je dobierać w zależności od kondycji rzepaku na danym polu. W tym roku innej siły regulacji wymagały rzepaki na słabszych stanowiskach, gdzie występowały problemy ze wschodami, a innej te w bardziej zaawansowanych fazach rozwojowych, w regionach, gdzie tuż po siewach panowały wyższe temperatury.

Jednak trzeba brać pod uwagę również sytuacje, gdy w danej lokalizacji występuje silne obciążenie werticiliozą. Firma INNVIGO tuż przed rozpoczęciem sezonu 2026/27 zarejestrowała Saturion 325 SC – dwuskładnikowy fungicyd zawierający azoksystrobinę oraz difenokonazol, znany z działania na szerokie spektrum chorób. Środek jest przeznaczony do zwalczania suchej zgnilizny kapustnych, zgnilizny twardzikowej, czerni krzyżowych oraz szarej pleśni, a także do ograniczania werticiliozy rzepaku. Co istotne, fungicyd ten może być stosowany już jesienią, właśnie gdy sprawcy werticiliozy infekują rośliny.

– Saturion 325 SC jest wyjątkowy, ponieważ zawiera wysokiej jakości azoksystrobinę, po raz pierwszy zarejestrowaną do użytku jesiennego – podkreśla ekspert z firmy INNVIGO. – Jej rolą jest ograniczanie rozwoju werticiliozy. Substancja ta charakteryzuje się długim okresem przemieszczania się w roślinie. Chroni nie tylko nadziemne części roślin, jak robią to triazole, ale przemieszcza się do części podziemnych. To ważne, bo do infekcji werticiliozy dochodzi właśnie pod ziemią. W kompleksowym programie ochrony fungicydowej azoksystrobina powinna być stosowana też wiosną.

Wybierając preparat Saturion 325 SC ze względu na jego silne, kompleksowe działanie na sprawców groźnych chorób grzybowych, rolnicy musieli pamiętać o konieczności dołączenia do zabiegu rozwiązania zapewniającego odpowiedni stopień regulacji rzepaku (np. metkonazolu, chlorku mepikwatu czy trineksapaku etylu).

Regulacja – sposób na uniknięcie ubiegłorocznych błędów

Po początkowej suszy na etapie siewu dzięki wrześniowym opadom młode rzepaki miały do dyspozycji odpowiednią ilość wody i dobrze się rozwijały. Generalnie w całym kraju plantacje po pierwszych tygodniach wegetacji były w dość dobrej kondycji, choć miejscami problemem były zróżnicowana wielkość roślin po nierównomiernych wschodach oraz uszkodzenia liści na skutek żerowania pchełki. Gdy ze względu na ocieplenie procesy wzrostowe rzepaku przyspieszyły, niezbędne stało się zastosowanie regulacji. Celem było ograniczenie wzrostu wydłużeniowego i rozwoju łodygi głównej, aby rośliny nie wystawały ponad łan. Dzięki temu panujące zimą niskie temperatury nie będą uszkadzały ich stożka wzrostu, który jest najbardziej narażony na przemarznięcie.

– Przestrzegaliśmy rolników, żeby nie odpuszczali tego zabiegu, bo on pozwala zatrzymać jak największą obsadę roślin na polu – mówi Michał Filipowski. – Widzieliśmy w zeszłym roku, że niskie temperatury faktycznie mogą zrobić dużą krzywę rzepakowi. Skutki były obserwowane nie tylko od razu po zimie. Niekorzystne efekty występowały też na późniejszych etapach rozwojowych. W kwietniu czy maju okazywało się, że takie rzepaki nie rosną równie dobrze jak te, które nie zostały uszkodzone przez mrozy.

Poprzedni sezon dostarczył rolnikom ewidentnych dowodów, że rezygnacja z zabiegu regulacji przyczynia się do strat w obsadzie rzepaku, a finalnie zmniejsza dochód. Co prawda w przypadku zim z umiarkowanymi temperaturami czy wręcz ciepłych, jakie dominowały w ostatnich latach, spowodowana przez jesienne zaniedbania skala wymarznięć nadmiernie wybujałych roślin nie była bardzo duża. Jednak wyjątkowo mroźna zima 2025/26 pokazała, że takie rzepaki po prostu nie mają szans na przetrwanie, gdy dochodzi do znacznych spadków temperatur, które utrzymują się przez wiele tygodni, przy jednoczesnym braku okrywy śnieżnej. Był to jeden z czynników, który przełożył się na zmniejszenie obsady rzepaku po zimie oraz na niższe plonowanie, odbiegające od średniej z ostatnich lat.

Obserwacje plantatorów zostały potwierdzone pod koniec września w opublikowanym przez Główny Urząd Statystyczny Przedwynikowym szacunku głównych ziemiopłodów rolnych i ogrodniczych w 2026 r. Jak wynika z tego opracowania, w minionym sezonie rzepak przezimował gorzej, a szacowana wielkość zbiorów wynosi 3,0 mln t, czyli aż o 17,3% mniej niż przed rokiem (dane dotyczą łącznie rzepaku i rzepiku, których areał zmniejszył się o ok. 8,4%).

Lepsza kondycja korzeni rzepaku w niesprzyjających warunkach

Substancje o działaniu skracającym regulują wytwarzanie hormonów w roślinach – m.in. okresowo zatrzymują wydzielanie auksyn, odpowiedzialnych za wzrost wydłużeniowy. Mogą one wpływać również na większą aktywność innych hormonów, powodujących rozrastanie się systemu korzeniowego rzepaku.

Oprócz triazoli w puli substancji do zabiegów jesiennych są również te o działaniu wyłącznie regulującym. Jedną z nich jest chlorek mepikwatu. Jak dowiedziono w wielu badaniach naukowych, ma on pozytywny wpływ na rozwój systemu korzeniowego – między innymi poprzez poprawę wchłaniania substancji pokarmowych – oraz, co ważne, na większe możliwości pobierania wody. W ostatnich sezonach, kiedy dostępność wody w gruncie jest ograniczona lub znajduje się ona nisko w profilu glebowym, ta funkcja chlorku mepikwatu nabrała dużego znaczenia.



Źródło: Agencja REDM
Data dodania: 2026-10-20
 
Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Wszystkie zasady ich używania wraz z informacjami o sposobie wyrażania i cofania zgody na używanie cookies, opisaliśmy w Polityce używania plików Cookies. Korzystając z serwisu akceptujesz jej postanowienia.
tel./fax +48 52 34 609 34 | e-mail: redakcja@rolnictwo.com.pl